Jaką łatkę ma Twoje dziecko?

Kiedy rodzice spodziewają się dziecka – szukają dla niego odpowiedniego imienia. Jak to się dzieje, że z czasem Krzyś zamienia się w „Pierdołę”, Kasia w „Beksę” a Helenka w „Jęczybułę”?

Kiedy rodzi się człowiek, rodzice nadają mu imię. Imię jest dobrze przemyślane, często nosi w sobie określone znaczenie i daje mu się wiarę, że dziecko będzie dorastało w jego symbolice – choć nie zawsze. Czasem imię ma być po prostu krótkie lub długie, albo ma pasować w wymowie do imienia starszego rodzeństwa.

Jak to się dzieje, że szybko zapomina się o tym pierwszym najpiękniejszym imieniu dziecka i określa się je tym, co ślina na język przyniesie w danej chwili? Dlaczego tak łatwo rodzice zapominają o szacunku i godności wobec drugiego człowieka i umniejszają je etykietą? Czemu tak łatwo można nadać przezwiska dzieciom, które określają je przez pryzmat jednego zachowania a nie przez wzgląd na to, kim są tak naprawdę?

Taki pierdołowaty …

Dwóch chłopców bawi się na jednym placu zabaw. Jeden z nich jest bardzo energiczny, wspina się na drabinki i sprawnie wymija inne dzieci będąc na wysokości. Drugi zaś potyka się o własne nogi, które ześlizgują się z mokrych drabinek. Rodzice siedzący na ławce komentują: „O ludzie, znowu się przewrócił – jest taki pierdołowaty …”.

Królewna Jęczybuła

Większość rodziców kojarzy takie dni u swoich dzieci, kiedy marudzą od rana do wieczora. Nie mają humoru, nie chcą się bawić, są niezadowolone i wydaje nam się, że tylko jęczą – sama znam takie sytuacje. Niektórzy są nawet skłonni powiedzieć, że dzieci robią to specjalnie, żeby zdenerwować matkę, czy ojca. Łatwo jest wtedy stracić cierpliwość i podniesionym głosem powiedzieć: „Nie jęcz!”, „Przestań marudzić”, „Jesteś marudą, królewną Jęczybułą!”

Beksalala w kącie stała

Dzieci przy wspólnej zabawie siedzą w kółeczku. Do jednej z dziewczynek podchodzi chłopiec i zabiera jej misia. Dziewczynka patrzy na mamę i wybucha płaczem. Mama zdenerwowana napomina córkę: „No zabierz mu tego misia i przestań płakać! Co za beksa!”.

Etykietowanie przychodzi nam dorosłym bardzo łatwo. Jesteśmy skłonni łatkować dzieci za ich (w naszej ocenie) negatywne cechy, czy nieporządane zachowania, np. Ty nigdy nie dbasz o porządek. Ty zawsze zostawiasz bałagan! Jeśli więc dziecko będzie przejawiało mnóstwo wspaniałych cech, które rodzic mógłby w nim docenić i wesprzeć a skupi się jedynie na określeniu go jako „bałaganiarza” – dziecko właśnie takie zostanie. Po co ma się zmieniać, skoro mama, czy tata nie widzi jego starań i pracy a tylko krytykuje efekt końcowy? Porządek w perspektywie doświadczonego życiem rodzica a dorastającego dziecka wygląda zupełnie inaczej. Etykietowanie sprawia, że takie zachowanie się nie zmieni a dodatkowo wpłynie na obniżenie poczucia własnej wartości u dziecka.

Wyrażenia Ty zawsze lub Ty nigdy nadają łatkę. To prosty komunikat, jaki dziecko koduje w głowie i z tym się utożsamia – takim zostaje. Czy to oznacza, że nie mamy komunikować dzieciom, że ich zachowanie jest niewłaściwe? Wręcz przeciwnie. Należy nazywać konkretne zachowanie a nie dziecko.

Agnieszka Alicka

Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz ten artykuł!

Napisz w komentarzu, co myślisz o łatkowaniu dzieci? – jestem ciekawa Twojej opinii!

Zostań ze mną na dłużej na Facebook

Share: