Kariera męża a ja?

W życiu małżeńskim, jak i zawodowym są różne okresy. Jest czas sukcesów, zdobywania szczytów, dotykania chmur. Jest czas porażek, upadków. Jest czas ograniczonego rozwoju. Można wszystkie doświadczenia przeżywać razem, można osobno. Jeszcze inaczej można ich doświadczać będąc rodzicem.

Pomyślałam, że napiszę słów kilka w odpowiedzi na tekst Michała, który możecie przeczytać (TUTAJ)

Powrót do pracy

Półtora roku po pierwszym porodzie wróciłam do pracy. Oleńka poszła do żłobka. Mnóstwo emocji towarzyszyło całej naszej rodzinie. Mój powrót do aktywności zawodowej wiązał się z nauką delegowania zadań domowych mężowi, mojej nagłej nieobecności w domu na dłużej. Ola dzielnie zniosła adaptację w żłobku, a mi serce pękało ze wzruszenia, że tak świetnie sobie tam radzi. Z jednej strony byłam szczęśliwa, że nareszcie mogłam wyrwać się z wiru życia domowego i realizować się w pracy. Z drugiej strony czułam się niepewnie oddając Olę do żłobka, pod opiekę innych osób. Nie mogłam już kontrolować wszystkiego, co działo się w ciągu jej dnia i to również wpływało na moje gorsze samopoczucie. Po kilku tygodniach każdy domownik wszedł w swój rytm i dość nieźle się w tym wszyscy odnaleźliśmy.

Zmiany

Pierwsze trzy miesiące mojej pracy były przeplatane zwolnieniami lekarskim na chore dziecko. Żłobek miał swoje mocne strony, ale jedną z tych słabszych były częste choroby dzieci. Opiekę nad chorą Oleńką dzieliliśmy z mężem po równo, czasem wspomagała nas babcia.

W międzyczasie u męża w pracy został ogłoszony konkurs wewnętrzny na menadżera. Wspomniał mi o tym mimochodem a ja szybko rzuciłam, żeby w nim startował. Pracował w firmie około dwóch lat, zdobył ze dwa awanse, liczne premie motywacyjne, miał małe i duże osiągnięcia. Zawsze byłam osobą dość pewną siebie i lubiłam wykorzystywać okazję do zdobywania osiągnięć, podwyżek, uczenia się nowych umiejętności. Wiedziałam, że warto jest korzystać w życiu z chwil umożliwiających zmianę sytuacji życiowej na lepszą. Moja ówczesna pozycja w pracy nie była wtedy możliwa do zmiany ale Michała tak.

Następnego dnia długo rozmawialiśmy o wizji jaką ma dla swojego przyszłego zespołu, przygotowaliśmy prezentację na rozmowę kwalifikacyjną i najlepszy garnitur. Po kilku dniach rekrutacji Michał dostał stanowisko o które zabiegał. To był jego osobisty sukces, ale szczerze cieszyłam się, jakby był mój!

Wraz z objęciem nowego stanowiska zmieniły się nieco możliwości angażowania się Michała w życie rodzinne. Byliśmy dla niego najważniejsi, jednak czasu dla rodziny nie mógł już wykorzystywać tak , jak wcześniej. Kiedy wracałam do pracy po półtoratygodniowym zwolnieniu i po dwóch dniach Ola znów miała podwyższoną temperaturę Michał nie mógł już wziąć wolnego w pracy. Priorytetem było wtedy jego zaangażowanie w pracę zespołu, którym kierował. Byłam wściekła, bo wracając do pracy ustalaliśmy, że to moje pięć minut i że będzie mnie wspierał. Często się wtedy przepychaliśmy słownie. Czułam, ze moja praca jest mniej ważna, że mąż nie wspiera mnie tak, jak obiecał. Podczas jednej z takich przepychanek Michał przypomniał mi, że to ja namówiłam go na ten konkurs i że rozmawialiśmy o mocnych i słabych stronach tego awansu. Oboje się zgodziliśmy na różne możliwości. Miał rację. Nie było mi łatwo, bo bardzo chciałam się realizować zawodowo po dość długiej przerwie. Ciągłe choroby Oli, niezrozumienie koleżanek w pracy na moje częste zwolnienia wywoływały przewlekły stres. W domu atmosfera była bardzo nerwowa.

Przewrót o 180 stopni!

Po trzech intensywnych miesiącach okazało się, że jestem w ciąży. Wspaniale! Bardzo się ucieszyliśmy, bo pragnęliśmy rodzeństwa dla Oleńki. Początek ciąży nie należał do łaskawych i zrezygnowałam z pracy. Zrezygnowaliśmy też ze żłobka.

Można by powiedzieć, że poświęciłam swoją pracę i możliwość rozwoju na rzecz rozwoju zawodowego męża. Ja wolę powiedzieć, że się zaangażowałam w życie rodzinne bardziej w danym czasie iż zwykle. Michał przez ten czas wiele się nauczył. Po kilku tygodniach coraz lepiej dysponował czasem dla rodziny, wspierał mnie. Doświadczaliśmy wszystkiego razem.

Jestem wdzięczna za awans męża w tamtym czasie, za to, że zaszłam w ciąże, której bardzo pragnęliśmy oraz za to, że Ola mogła być ze mną w domu do trzeciego roku życia. Może nie zawsze decyzje, które podejmujemy się opłacają, ale na pewno warto je podejmować.

Agnieszka Alicka

Share: