(Nie)wystarczająca

W dzisiejszych czasach jesteśmy nastawieni na ciągły rozwój, osiąganie sukcesów, wyznaczanie nowych celów i osiąganie ich. Zwykle, gdy plany nie idą po naszej myśli, zmieniamy je i spokojnie żyjemy dalej. Są jednak ludzie, którzy nie potrafią pogodzić się z porażką, czują nadmierną potrzebę doskonalenia siebie i tego, co robią.

Mają wrażenie, że życie to lista powinności, którą trzeba wykonać i to w najwyższej jakości. Trudno im się zrelaksować, bo ich myśli stale są zajęte kontrolowaniem siebie i otoczenia. Rzadko proszą o pomoc, bo to by wskazywało na ich niemoc. Codzienne „podkręcanie sobie śruby” i wyznaczanie nowych, przekraczających ich możliwości celów to norma a odpoczynek to strata czasu. Perfekcjoniści są nadmiernie wymagający wobec siebie i innych, co może być niezwykle uciążliwe dla nich samych i najbliższych. Pisząc o perfekcjonistach nie mam na myśli osób o perfekcyjnym podejściu do pracy, wykonywanej czynności ale o byciu perfekcjonistą w pełnym wymiarze. Z pozoru charakteryzują ich piękne cechy, takie jak: sumienność, punktualność, skrupulatność, ale mało kto wie, że wewnętrznie istnieje u nich również niepohamowana potrzeba realizowania skrajnie wysokich wymagań przy zerowym prawdopodobieństwie wystąpienia błędu.

Perfekcjonista w pracy

Perfekcjoniści myślą, że są w stanie opanować otaczający ich świat, jeśli będą dokładnie wykonywać swoje zadania, domykać sprawy, unikać błędów (często w obawie o możliwość popełnienia błędu po prostu nie angażują się w daną aktywność). Są z zasady pracowici i dokładni. Chcą kontrolować wszystko samodzielnie, więc zdarza się, że odwlekają urlop, by nie narobić sobie zaległości lub, żeby zastępca nie narobił im bałaganu. Często wydaje im się, że pracują lepiej niż inni (w większości sytuacji jest to trafne spostrzeżenie) i dają im to do zrozumienia. W pracy często podejmują się nowych zadań, wciąż doskonalą poprzednie. Odnoszą wrażenie, że to, co robią w życiu zawodowym i prywatnym jest niewystarczające.

Perfekcjonista w rodzinie

Pełnienie ról życiowych jest dla perfekcjonisty nie lada wyzwaniem. Z doświadczeń każdego z nas można wywnioskować, że nie da się być w stu procentach najlepszym rodzicem, pracownikiem, współmałżonkiem. Trudno jest angażować w każdą z ról tyle samo energii, czasu. W normalnych warunkach człowiek kieruje się priorytetami i dzięki temu wie, co w danym czasie jest najważniejsze. Dla perfekcjonisty wszystko jest najważniejsze. Będzie się dwoić i troić aż sprosta swoim oczekiwaniom. Skrupulatne dążenie do wykonywania zadań na wysokim poziomie powoduje mniejszą ilość czasu dla rodziny. Zajmuje się sprawami drugo i trzeciorzędnymi a te najwyższej rangi zostają często pominięte, bo brak już na nie czasu i energii. Perfekcjonista nie zrelaksuje się, gdy w pokoju są rozsypane zabawki, a ogólny porządek w domu nie mieści się w jego standardzie czystości. Goszcząc w swoim domu ludzi jest gotowy chodzić do łazienki pucować kran przy umywalce z resztek wody, czy każdorazowo poprawiać poduszki i narzuty na kanapie. Dlatego często takie osoby są odbierane jako niegościnne. Pamiętam, że kiedy sama zmagałam się z nadmiernym perfekcjonizmem, nie potrafiłam zasnąć, gdy w kuchni stały nieumyte kubki . Nie decydowałam się na spontaniczny wyjazd za miasto z mężem, bo akurat był czas na sprzątanie mieszkania. Oczywiście, że posprzątać można zawsze, ale wtedy takie niepohamowany przymus blokował mnie na spontaniczność w życiu. Myśli perfekcjonisty są przepełnione planowaniem życia począwszy od dnia dzisiejszego aż do dalekiej przyszłości. Często w rozmowach z moim mężem planujemy różne aktywności dla naszej rodziny. Jest nas czwórka, każdy ma swoje zobowiązania i moim zdaniem organizacja niektórych wydarzeń jest słusznym rozwiązaniem. Kiedy jednak pytam go, czy pojedziemy w sobotnie popołudnie na basen (ustalony termin daje mi poczucie pewności i bezpieczeństwa – takie skrzywienie perfekcjonisty), on odpowiada, że nie wie, bo to zależy od wielu innych rzeczy (moja cierpliwość i opanowanie wtedy nie istnieje). Mam bardzo duże skłonności do niezdrowego perfekcjonizmu (choć uczę się odpuszczać sobie i innym), ale w tej dziedzinie mam jeszcze dużo do przepracowania. Przed narodzinami syna wymyśliłam sobie nawet konkretny dzień porodu i porę dnia, żeby mąż nie musiał brać urlopu na żądanie i córka nie została na noc z ciocią. Szaleństwo totalne. Zabawne było to, że moje zamierzenia się spełniły (poród przepracowałam w domu, w szpitalu trwało to niecałe dwie godziny i na 21 mąż był już w domu z Oleńką).

Warto odpuścić

W życiu mamy ograniczoną ilość czasu i energii, którą możemy wykorzystać na różne aktywności. Perfekcjoniści mają trudność w ustaleniu priorytetów działań i często tracą swój czas na wykonywanie rzeczy mniej istotnych. Kiedy pojawiły się w naszej rodzinie dzieci, przestałam mieć bezpośredni wpływ na wiele dziedzin swojego życia. Nie były już zależne tylko ode mnie. Z resztą nigdy nie były, tak sobie to tylko tłumaczyłam. Oswajałam się stopniowo z możliwością nie zrobienia czegoś na czas lub na wykonanie danej czynności np na 80%. Wcześniej było to dla mnie samej niedopuszczalne i powodowało znaczne obniżenie samopoczucia na długi czas. Świat się nie zawalił. Dałam też sobie prawo do odpoczynku, w którym wyłączam myślenie o rodzinie, obowiązkach, pracy. Zmiany były trudne , bo wymagały uczenia się nowych rzeczy, wyjścia z pewnych schematów (znanych i doskonale przestrzeganych), popełniania błędów. Było warto, bo dzięki wyjściu ze schematu poprawiania doskonałości, nadmiernej kontroli można żyć uważnie „tu i teraz”.

Jeśli masz wrażenie, że doskonałość w Twoim życiu nie wystarcza, daj sobie prawo do:

  • zrobienia czegoś na 80%, a nie na 100% jak do tej pory;
  • satysfakcji z procesu dochodzenia do celu, a nie z efektu pracy;
  • odpoczynku;
  • możliwości popełnienia błędu;
  • zdrowego rozsądku.

Agnieszka Alicka

 

 

Share: